Jestem wyłącznym autorem tekstów i zdjęć zamieszczonych na blogu, kopiowanie i rozpowszechnianie dla własnej korzyści bez zgody autora jest niezgodne z prawem.

Obserwatorzy

czwartek, 30 października 2014

Rossmann mnie zaskoczył! Nowe szafy, nowe marki

Dzisiejszy post dedykowany głównie do łódzkich czytelniczek, ale może i gdzieś jeszcze w świecie zaszły takie zmiany:) 


Zaszłam dziś do Rossmanna - zupełnie jako osoba towarzysząca:) bez zamiaru kupna (i tu trzeba pochwalić moją wolę - niczego tam w sumie nie kupiłam).


Mowa konkretnie o sklepie w manufakturze łódzkiej. Zmiany jakie zaszły są no... konkretne! Nie było mnie tam z miesiąc, ewentualnie półtora i miło mnie zaskoczyli.

Na wejście - kasy samoobsługowe, podobne do tych co je można  w Tesco spotkać:) Kasjerki są również i normalne kasy, ale 3 kasy samoobsługowe skutecznie zapobiegają kolejkom:)

I druga rewelacja, a mianowicie nowe marki, które są dostępne w Rosmannie:)
werble proszę....

Essence (jedna szafa)
Catrice (jedna szafa)
Deborah (jedna szafa) i...
Make Up Factory!

Byłyście już, widziałyście? A może to news sprzed miesiąca, a ja jak zwykle przespałam rewelację?
Dajcie znać :)
Buziole:*
SW



sobota, 25 października 2014

Denko i minirecenzje vol. 8

Witajcie moi Kochani w denku.
Zużycia są okołowakacyjne, produkty zostały wykończone w bliżej nieokreślonym czasie.

W związku z obowiązkami i rosnącymi pustakami w pudełku, po prostu robiłam zdjęcia, wyrzucałam opakowanie i zapełniałam pudełko z powrotem:) Teraz jak odkopuję materiały niestety trudno mi jest zidentyfikować czas-okres, z którego pochodzą. Tak czy inaczej - zapraszam! Zaczniemy od
pielęgnacji twarzy.

sobota, 18 października 2014

Original Source Chocolate & Orange żel pod prysznic

Witajcie moi Kochani.

Żelu Original Source nikomu nie muszę przedstawiać. Tym razem na tapetę idzie wersja Chocolate and Orange.

Zapach - delicje pomarańczowe i tym mnie żel urzekł na półce sklepowej. 
Dostępny jest wszędzie, cenowo, bez promocji - ok. 9 zł za 250 mL. Ja swój kupiłam w promo 8,99 plus drugi za grosz - czyli 4,50 za sztukę. 
Butelka na plus - lubię, kiedy opakowanie ma albo pompkę albo stoi do góry dnem - nie trzeba wytrząsać produktu i do tego wszystko nam spłynie przy samym końcu. Zamykanie typu klik - szczelne, nic nigdy nie wypłynęło jak nie musiało. Butelka poręczna i wygodna, plus za chropowania - nie wyślizguje się z mokrej dłoni.
Konsystencja - żelowa, gęsta, trudno spływa po ściankach i nie przelatuje przez palce. Kolor żelu to przeźroczysty brązowopomarańczowy.  Kosmetyk przyzwoicie się pieni. Przy użyciu kąpielowej gąbki i ilości produktu jak orzech laskowy można umyć całe ciało. Jest całkiem wydajny. 
Zapach - delicje, delicje pomarańczowe, słodki, spożywczy zapach, z gamy tych co je bardzo lubię.  Co do trwałości - aromat nie utrzymuje się na skórze za długo. Trwałość zapachu - generalnie do spłukania z siebie piany. 

To niestety koniec pozytywów - żel potwornie mnie wysuszał, w związku z tym zużyłam do rąk końcówkę. SLS na drugim miejscu w składzie - można się było tego spodziewać. A po za tym to myje. I już.
Ocena: 4,5/10 adekwatna do ceny:) I to break up!
Was też przesusza ten żel?
Buziole:*
SW

niedziela, 12 października 2014

Make-A-Dent - postęp: październik.

Witajcie moi Kochani.
Dziś o postępach projektu Make-A-Dent.
O projekcie cały czas pamiętam ale moje sprawy zawodowe, a w zasadzie zawodowo edukacyjne skutecznie obrzydziły mi wakacje (których w sumie nie miałam) i blogowe plany oraz założenia musiały poczekać. Wracając - o projekcie i jego celu pisałam już tu - zapraszam do lektury:) Link do postu startowego tutaj KLIK, a pierwsze postępy tu. 
To już końcówka:) Sporo już zużyłam, widzę oczami wyobraźni kolejne dwa puste opakowania, ale realnie zerkając na resztę - nie bardzo mam ochotę ich zużywać...
Do akcji razem ze mną przystąpiła 
elpiss. Jesteście ciekawe jak jej idzie? Sprawdzić możecie tu:)

Ja zaczynałam z: 
podkładem Oriflame perfect fusion, pudrem Oriflame lisolette watkins, bazą DAX cashmere secrets, korektorem Maybelline dream lumi touch pod oczy i Oriflame beauty conceal kit, bazą pod cienie elf eyelid primer oraz Avon color trend (sama, prawie pusta już wypraska obok OneByOne),
tuszem do rzęs Maybelline one by one, cieniami do powiek Oriflame potrójne cienie do powiek beauty smokey collection (prostokątna, trzykolorowa wypraska na dole po prawej), różem  Wibo your fantasy (kwadratowa wypraska w centrum zdjęcia), bronzerem Miss sporty (półksiężycowa wypraska),  pomadką ochronną wiśniowy Carmex,  i błyszczykiem do ust  Oriflame Lisolette Watkins. Co do perfum to próbka z atomizerem to CK Beauty, Bi-es kiss of love i Bi-es z limitki Disneya.

Po miesiącu używania:

Do zera udało mi się zużyć:
Korektor Oriflame beauty conceal kit
Do końca samego najtrudniej mi szło z żółtym kolorem, bo pod oczy bywał on za ciężki. Ale generalnie - to fantastyczny produkt! 
Bronzer Miss sporty 
Tak jak przepowiadałam - jestem mistrzem konturowania:) Mega trudny produkt! Robił plamy i trudno się rozcierał... Masakra...
Bi-es kiss of love

Zużyłam, ale co to była za męka...Zapach - no nie, trwałość - no kurde nie!  
Perfumy CK Beauty mini opakowanie - Znalazłam w jakiejś mini torebce:) Zużyłam z przyjemnością, zapach ładny, ale nie mój. Trwałość na plus.
elf eyelid primer recenzja

Rozcięłam opakowanie i znalazłam tam mnóstwo produktu! Dodatkowo, baza pod koniec opakowania w ogóle nie zmienia swoich właściwości:) 

A teraz po kolei jak używało mi się produkty:) 
Róż Wibo your fantasy
No niestety róże nie są dla mnie - w codziennym pośpiechu i dwóch etatach to z niego najczęściej rezygnuję, po drugie, no kurde - ja, moje naczynka i róż??? No nie. Postaram się zużyć, wszak róże się chyba tak szybko nie starzeją, prawda?
Oriflame potrójne cienie do powiek
Nie podoba mi się to wykończenie, no nie. Wg mnie jest tandetne - taka klasyczna perła co ją na większości oczach Szanownych Sześćdziesięciolatek  możemy obserwować... Do tego słaba pigmentacja cienia rozświetlającego i plamy robione absolutnie każdym pędzlem najciemniejszego koloru... No i jak to zużyć?
Błyszczyk Oriflame Lisolette Watkins
Zawsze robię makeup tak, by usta pomalować w drodze (w sensie maluję wszystko oprócz ust)...   Czy to w korku, czy na przystanku... W samochodzie jednak z rana urządzam sobie dyskotekę albo karaoke by się obudzić i... zapominam o tak prozaicznej czynności jak pomalowanie ust:) 
Wiśniowy Carmex
Zbliża się zima wieeelkimi krokami i mam nadzieję, że do Nowego Roku uda mi się z nim pożegnać:)
Baza DAX cashmere secrets recenzja
Z racji tego, że podkłady mi ciemnieją i to jeszcze bardziej jeśli bazy nie użyję - poszła w ruch, ale trochę mi jej jeszcze zostało. 
Puder Oriflame lisolette watkins
Im bardziej się zużywa tym rzadziej po niego sięgam... Strasznie trudno go się nabiera gąbeczką... Ale lubię to delikatne satynowo-wygładzające działanie... Niestety nie matowi i słabo utrwala. 

A teraz werble..... i zdjęcie aktualizacyjne:) 
Tylko tyle mi zostało:) Akcja trwa dalej, ale już ma się ku końcowi:) Z początkiem roku ruszę z kolejną odsłoną:) Jak się uda, to jeszcze wcześniej!
A Wam jak idzie?
 
Buziole:*
SW

wtorek, 7 października 2014

Ziaja krem nawilżający matujący 25+

Witajcie moi Kochani tym razem w recenzji.
 Dziś chcę Wam przedstawić krem nawilżający matujący 25+ firmy Ziaja

Zazwyczaj z kremami matującymi mam problem, że przesuszały mi skórę i po jakimś czasie nawet lekki makijaż podkreślał suche skórki. Dlatego też na jakiś czas przerzuciłam się na kremy supernawilżające. 
Zdziwienie kiedy czytałam o nim na blogach - niewymierne! Matuje i nawilża? Nie przesusza i nie zapycha? I do tego nadaje się pod makijaż? Dodatkowo jest na trzecim miejscu na wizażu w swojej kategorii. Tak więc zwykła ciekawość no i promocja skusiła mnie do wypróbowania tego produktu
Opakowanie jest plastikowe, klasyczne, tradycyjne, nie zmienne od lat. Lekkie, poręczne, praktyczne. 
Cena: 50 mL - 10,20 zł (w promocji od 9 zł).
Krem przeznaczony jest do cery normalnej i mieszanej.
Co obiecuje producent:
 

I skład na dodatek:
Krem ma dość gęstą ale przy tym lekką konsystencję i kolor kremowy (tudzież ecru). Ma delikatny, bardzo elegancki zapach. Lekko się rozprowadza, jest mocno wydajny, nie jest tłusty ale nie ma też typowej konsystencji dla matujących kremów. Na wchłonięcie potrzebuje jakieś 3 minuty. Skóra jest nawilżona ale i matowa.
Opakowanie zbliża się do dna i mam kurczę, mieszane uczucia. Fajnie nawilża - choć mógłby ciut bardziej. Matuje na jakieś 3 godziny? Po tym czasie świecę się w strefie T jak psu... no wiecie co :) Nadaje się pod makijaż. Nie zapycha i nie tłuści skóry. Nie przesusza i delikatnie jakby zmniejsza pory (przynajmniej moje są mniej widoczne i mniej tworzą się wągry). 
Ocena: 6,5/10 i to break up.
Będę dalej szukać ideału:)
Znacie ten krem? A jaki jest Wasz ulubiony? 
Może wśród Waszych propozycji znajdę perełkę!

Buziole:*
SW