Jestem wyłącznym autorem tekstów i zdjęć zamieszczonych na blogu, kopiowanie i rozpowszechnianie dla własnej korzyści bez zgody autora jest niezgodne z prawem.

Obserwatorzy

POLECAM

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Blink Blink od Lovely na paznokciach


Witajcie moi drodzy, dziś chcę Wam zaprezentować lakier do paznokci od Lovely z serii Blink Blink.



Nafaszerowany jest tysiącami mieniących się drobinek brokatu, mniejszych , większych, pyłkowych w kolorach czerwonym i srebrnym. Sam lakier ma różowawe zabarwienie. 


Opakowanie jak u Lovely - obłe, gruby trzonek pędzelka, dobrze leży w dłoni, pojemność to 8 ml - wcale nie dużo jak na taką dość pokaźną buteleczkę. Pędzelek jest standardowy, z rodziny cieńszych, ale jest bardzo elastyczny i miękki. 

Spodziewam się efektu jak u JollyJewels od GR. Jedna warstwa prezentuje się tak:


i tak, tak obcięłam paznokcie... to dla ich dobra :)
Lakier ma dziwną jakby żelową, a na pewno po prostu bardzo gęstą konsystencję, przez co trudno się go nakłada. Co zauważyłam, dość długo wysycha.
Dwie warstwy prezentują się tak: 
 
I trzy:
 
Efekt jaki jest - sami widzicie, nie jest tak biżuteryjny jak w przypadku GR, bardzo gęsta formuła pokrywa nam ten brokat dodatkowo kolorem i po prostu warstewką lakieru, w związku z tym nie błyszczy się brokat i drobinki tak bardzo jak by mógły. Jako dodatek na super hiper ekstra okazje - tak, na codzień - ani to biżuteria, ani to elegancki lakier  - zdecydowanie nie.
Zaskakująca dla mnie jest jego trwałość - trzyma się 7 dni! Delikatnie się ściera na końcówkach, ale nie ma mowy o odpryskiwaniu.
I jeszcze jedno - przy zmywaniu stosujcie te same triki co przy używaniu JollyJewels. 

Manicure taki wymyśliłam w ramach przygotowań sylwestrowych, zgadujcie, kim będę! - Oto podpowiedź :)
  Jakie są Wasze doświadczenia z lakierami Lovely? To jest moja któraś z kolei buteleczka i znowu nie jest to normalny lakier :) Ale nie mam pozytywnych skojarzeń z tą marką. 
Ocena: 6/10- pewny break up z tym kolorem ale skuszę się na inny wariant.
Buziaki:*
SW

PS.: kto jeszcze nie obserwuje, niech zaobserwuje! tyle tu się dzieje:)

niedziela, 29 grudnia 2013

Zapachowe (r)ewolucje w moim domu czyli woski Yankee na święta.







Kochani zapraszam Was na post, do którego już dawno się szykowałam,  mianowicie czym pachnie mój dom.

 Yankee tarty palę namiętnie. Moja kolekcja kominków się powiększyła, dostałam od brata czerwony:) W każdym palę inny zapach:) Obecnie w brązowym znajduje się red apple wreath.


 Kominek już znacie :)Zapach intensywny, na małych powierzchniach może być duszący, pieczone jabłko, cynamon, cukier. Dla mnie na święta, kiedy unosił się w absolutnie całym domu - rewelacyjny. Na mroczne i zimne dni - polecam:) Kocyk, kubek ciepłej herbaty, książka i ta tarta :)

W drugim, czerwonym "nowym" dla Was kominku teraz się znajduje truskawka z bitą śmietaną (strawberry buttercream) - bo podczas świątecznej gorączki idealnie odświeża zmysły. Zapach jest lekki, słodki, ale lekko kwaskowy, truskawkowy, odświeżający, odrobinę orzeźwiający. Czyli dokładnie taki jak truskawki z bitą śmietaną. I co by nie być gołosłownym:


Tarta pachnie po prostu zniewalająco, lubię czasem tę truskawkę wanilią moją ukochaną przełamać, stąd dodaję do kominka również christmas cookie
Które jest moim ulubionym chyba zapachem wosków Yankee. Przepiękny aromat świeżo upieczonych waniliowych słodkich ciasteczek oblanych jeszcze ciepłym lukrem. Zapach owszem - intensywny, ale na duże powierzchnie rewelacyjnie się sprawdza, przynajmniej mojemu nosowi nie przeszkadza:).
A teraz przestroga dla wszystkich tych, którzy są nowicjuszami w paleniu wosków - nie przepalajcie ich, śmierdzą wtedy niesamowicie. Ja swoje palę średnio dzień, max półtora potem już aromat jest ledwo wyczuwalny i wszystko zależy od wosku. Są takie co i dwa dni się palą bo są tak intensywne, że po 15 min. człowiek musi zgasić. Jednak średni ciągły czas palenia to u mnie 4- 6 h maksymalnie.

Chwalcie się co Wy posiadacie w swoich zbiorach, jakie zapachy lubicie najbardziej?

Buziaki:*

SW
PS.: zachęcam, do dodawania siebie jako obserwatorzy bloga, dzięki temu, żaden post Was nie ominie i ze wszystkim będziecie absolutnie na bieżąco!

sobota, 28 grudnia 2013

Eyelinery od Oriflame tusze do kresek Very Me Clickit



Dziś chcę zaprezentować Wam eyelinery z serii Very Me od Oriflame 
Tusze do kresek Very Me Clickit


Ja w swoich skromnych zbiorach posiadam dwa - jeden brązowy, drugi miał być fioletowy - jaki jest każdy widzi... 

Linery są z serii clickit do połączenia konektorem, a ja jakoś tak zamawiam, że tego konektora nigdy nie dostałam. Chyba najwyższa pora zamówić konektor :p
Cenowo wahają się od 9,9 do 17zł w cenie regularnej bez żadnej promocji, ale one są zawsze w promocji:)
Opakowania są malutkie - każde po 3,5mL, ale spokojnie, mimo to linery i są bardzo wydajne.



Pędzelki jak widać są cieniutkie i przez to bardzo precyzyjne, dla mnie mogłyby być odrobinę sztywniejsze - wtedy lżej by mi się nimi malowało. Pigmentacja brązowego jest naprawdę bardzo dobra, bardzo intensywna, dlatego też trzeba uważać, by nie przesadzić z ilością kosmetyku. I o ile brąz jest naprawdę mega o tyle fiolet to totalna porażka. To nawet koło porządnego różu nie leżało! Nie mam tu zastrzeżeń do nakładania czy trwałości - oba są wyjątkowo trwałe, tylko do koloru.

 Próba fioletu vel różu:

I to kolorek dla mojego oka brzoskwiniowy róż z brokatem.

I do tego brązik:

Jak widzicie oba pięknie zastygają, nie zmazują się, tworzą na powiece warstewkę koloru. Kolory są trwałe do 10-12 h ja oczywiście używam bazy zawsze tak więc nie powiem Wam jaka jest trwałość kosmetyku bez bazy. I co najważniejsze-ponieważ je używamy w okolicach oczu - nie podrażniają, nie uczulają, nie powodują obrzęków powiek.

Ocena: 8/10 - jeden odjęłam za pędzelek ciut zbyt miękki
i drugi za kolor tego fioletu. Chyba jeszcze z nim zostanę :)

Buziole:*
SW

piątek, 27 grudnia 2013

Domowa mikrodermabrazja od AVON


Witajcie po Świętach:) Dziś chcę Wam przedstawić domowy system do pseudo-mikrodermabrazji od Avon. 

Avon ANEW cliniclal advanced dermabrasion system to system do wykonywania profesjonalnego zabiegu mikrodermabrazji w zaciszu domowym. Kosmetyk jest w dwutubkowym opakowaniu i ma jeden wspólny korek. Z przodu jest biała tubka z bardzo miałkimi ale zarazem ostrymi drobinkami, z tyłu zaś szara tubka z grubszymi ziarenkami. 


 Całość to 75 ml kosmetyku i jest całkiem wydajny. Koszt takiej przyjemności to od około 30 zł w górę do jakiś 65 w cenie regularnej. Ja swój zakupiłam w promocji i dzięki Bogu. 

Zacznę od stosowania. Powinniśmy używać tego kosmetyku w 4 etapach, zaczynamy od 1, gdzie to używamy samego białego mazidła z ostrymi, bardzo miałkimi drobinkami. 


Trzeba ustawić tarczę obrotową tubki w tym przypadku na "1" i odpowiedni kosmetyk dla odpowiedniego etapu będzie się wyciskał z tubki. Każda faza trwa 2 tygodnie, kurację stosujemy co dwa-trzy dni.

I na tym etapie niestety u mnie pojawił się pierwszy problem, miałam wrażenie, że na policzkach gdzie mam naczynka dosłownie zedrze mi skórę. Dosłownie mogłam zrobić dwa okrążenia dłonią próbując wmasować kosmetyk i dalej nie mogłam. Natomiast dobrze się sprawdzał na nosie i brodzie - świetnie sobie radził z porami  i oczyszczaniem. 

Kolejny "2" etap to połączenie białego peelingu i szarego z nieco grubszymi ziarenkami, moja skóra tolerowała to troszkę lepiej, ale w miejscach problematycznych nie było już takiego efektu. Zatem do delikatnego peelingu - jak najbardziej, ale czy to mikrodermabrazja? 

Twardo brnęłam w to dalej - 3 faza i w końcu 4 i zero efektów. 
Pod koniec stosowałam już jako peeling i w tym wydaniu sprawuje się przyzwoicie - jak peeling, złuszczał i oczyszczał.
Owszem marzyła mi się skóra jak pupcia niemowlaczka ale... wyszło jak zawsze.
Skóra, owszem była gładsza, i oczyszczona ale nie tego oczekujemy kupując produkt który ma w nazwie mikrodermabrazja. Zwykłym peelingiem (zresztą mój domowy i najlepszy - delikatny, najlepiej łagodzący żel do mycia twarzy i kawa czarna parzocha fusiasta - tzn same fusy! Efekt jest mega genialny, zapach rewelacyjny, naturalne składniki, kawa ma właściwości ujędrniające i do tego nadaje cerze ładny, zdrowy koloryt! Polecam!), najtańszym uzyskamy ten sam efekt. Warto zaznaczyć, że nie wywoływał reakcji alergicznych - ale to każdego osobliwa cecha - i mnie nie podrażniał - tzn tak, te drobinki po wmasowaniu, ale sam kosmetyk jest ok.

Peeling zużyję do końca, bez rewelacji, więcej nie kupię. Moja cera po prostu jakoś się nie może dogadać z Avonem. Nic na to nie poradzę.

Ocena:1/10 - break up!- kosmetyk nie spełnił podstawowego zadania, 
natomiast ten jeden punkcik za możliwość wykorzystania go do końca - jako peeling.
Stosowałyście zabiegi mikrodermabrazji w domu? Jakie macie spostrzeżenia?

Buziole:*

SW

No i jak jak jak u Was po świętach? Chwalcie się kosmetycznymi prezentami!

sobota, 21 grudnia 2013

Wspaniałe i tanie świece z Ikei czyli Tindra:)

Zapraszam Was dziś na notkę domowo-zapachową o moich ulubionych świecach Tindra.


Ostatnio dosłownie ogarnął mnie szał yankee, świec, podgrzewaczy... I chcę Was tym zarazić.

Sprawa jest piękna. Mianowicie jak palicie świecę, momentalnie zmienia to charakter Waszego pokoju/mieszkania:) Robi się cieplej, przytulniej, bardziej nastrojowo, romantyczniej:) Cudownie wręcz! 
Przechodząc do rzeczy:) Świece z IKEI, są taniutkie - kosztują 4,99 i nazywają się TINDRA, ale najważniejsze jak pachną! Nowe, niezapalone wypełniają pokój swoim aromatem. Ja w swoim zbiorze mam 3:) Jedna jeszcze nieodpalona ładnie mi pachnie, dwie jak widać w połowie wypalone. Moje zapachy to jagodowy (czerwona, a dokładnie porzeczka, czarna porzeczka, jeżyny i maliny) i chyba wanilia (wanilia, lody śmietankowe, nuta chałwy, słodkie generalnie i to chyba mój ulubiony zapach świecowy). Czy już wspominałam, że nieziemsko pachną???
Tu link do produktu na stronie ikei. Mają się palić 30h, jednak według mnie popalą się dłużej. Moje już się palą około 22-24h a mam więcej niż jedną trzecią świeczki.
Jak to zrobić, by świeca paliła się dłużej?
Ja po prostu przycinam knot. Powinien mieć nieco mniej niż cm długości (naprawdę nieco - 8,5-9mm), wtedy pali się równo, świeca nie migoce, i co najważniejsze nie kopci! Powyżej po lewej zbliżenie knota i widać, że ten się roczapirza i zacznie kopcić. Trzeba świeczkę wtedy zgasić, przyciąć i odpalić na nowo. Dodam jeszcze, że zgarniam wosk bliżej knota, bo bardzo nie lubię, jak zostaje na ściance i nierówno się wypala (także wybaczcie pobrudzone ścianki woskiem). 
No i świeca otwarta, nieodpalona, czeka na swój czas:) a na razie paaaaaachnie:) 

Ponadto po wypaleniu jej do końca zostają nam super szklanki lub świeczniki na tealighty! 
Dorabiam się powoli super zestawu do szkockiej:)

Znacie jakieś świece z ikei? Może możecie coś polecić?
Czekam na Wasze sugestie:)
Buziole:*
SW

środa, 18 grudnia 2013

Minisy z Biedronki do testowania w natarciu!

Dziś mam dla Was co przywiózł mi przedwcześnie Mikołaj z okolic Warszawy!Paczuszkę mini produktów do testów - ale i świetnie się sprawdzą na wyjeździe:)




Do "pielęgnacji" z Biedronki nie byłam zbytnio przekonana, wydaje mi się, że teraz się to zmieni...:)
Paczuszka zapakowana kompaktowo i oto co tam znalazłam:

Czyli płatki kosmetyczne, chusteczki odświeżające, krem do rąk, żel pod prysznic, płyn micelarny, szampon do włosów i patyczki higieniczne.


Na pierwszy ogień idą patyczki.  Patyczki Carea. Opakowanie zawiera 100 patyczków. Watelina wykonana ze 100% bawełny. I już, nie ma się nad czym rozwodzić, to tylko patyczki:)


Teraz o płatkach kosmetycznych. Ta "sama firma", Carea. 30 płatków, płatki z bawełny 70% i 30 % kompozycja włókien poliestrowych. 3-warstwowe. I wyglądają na dobre, nie rozchodzące się i nie pozostawiające kłaczków. 
  Ciekawa jest produkcja tych środków. Mianowicie, firma produkująca patyczki to Eco Wipes, zajmuje się produkcją środków higienicznych sygnowanych marką tami. 




Następnie pod nóż idzie żel pod prysznic bebeauty. Żel Brazylia z ekstraktem z guarany, pachnie egzotycznie :).  Opakowanie 115 ml, a produkt baaaardzo gęsty - przypuszczam, że będzie wydajny. Producent obiecuje cuda na kiju, kosmetyk ma mieć właściwości wyszczuplające, ujędrniające, odżywcze, regenerujące, wygładzające. A to wszystko za sprawą: guarany, alg morskich, minerałów z wód termalnych i hydrokapsułek z witaminą E. I tu znowu zerknęłam na producenta. Jest to Forte Sweden i w swojej ofercie ma produkty: On Line, Mrs. Potter's, Romantic i Corine de Farme




Szampon do włosów to tak naprawdę dwie saszetki ELISSE Dry Hair Solution - odżywczy szampon do włosów (dla suchych i zniszczonych). Próbki wyglądają na 10 ml, ale nie ma takiej info na opakowaniu, pewnie jedna na jedno mycie, także nie spodziewajcie się efektów długofalowych. Szampon ma odbudowywać, wzmacniać, nabłyszczać, zapobiegać rozdwajaniu się końcówek, ułatwiać rozczesywanie i niwelować elektryzowanie się włosów. Ja się będę spodziewać tylko łatwego rozczesywania i braku elektryzacji. Przejdźmy do produkcji, a zajmuje się tym firma Intersilesia McBride.  Firma ta zajmuje się produkcją szamponów Avea.



Jedziemy dalej - Krem do rąk to be beauty hands expertiv - regenerujący krem do rąk do skóry bardzo suchej z alantoiną i filtrami UV. Opakowanie łudząco przypomina mi garnierowskie. Kremu jest 50 ml, ma on odżywiać, nawilżać i chronić przed wysuszeniem. Bardzo jestem ciekawa tego produktu!


Kolejny będzie płyn micelarny be beauty face expertive płyn micelarny do demakijażu i tonizacji twarzy i oczu do skóry wrażliwej. Jak pewnie wiecie, ja osobiście nie używam nic innego jak tylko płynów micelarnych, rano wieczorem, do demakijażu... Dlatego ten kosmetyk idzie u mnie w dużych ilościach i bardzo się cieszę, że ten będę mogła przetestować. Kosmetyk ma przede wszystkim oczyszczać ale w łagodny sposób, tonizować i odświeżać, można nim również zmywać makijaż. Zawiera micele, ekstrakt z malwy i d- panthenol.  Brzmi obiecująco!
Tym bardziej, że sprawdziłam producenta płynu i kremu do rąk.
I tu uwaga uwaga, sama byłam w szoku, producentem jest Torf Corporation - czyli dla mało wtajemniczonych znana i lubiana i przede wszystkim skuteczna Tołpa! Tym bardziej ciekawa jestem tych produktów!


Jako ostatnie chcę pokazać Wam chusteczki odświeżające firmy go pure. 15 sztuk nawilżanych chusteczek antybakteryjnych. Świetne rozwiązanie do torebki, czy na dłuższą podróż. chusteczki mają podobno składnik antybakteryjny i jest to chyba Alcohol Denat. whatever it means... czyli po prostu alkohol będzie tym odkażaczem. w składzie jest również glicerol i alantoina więc nie powinny przesuszać i ściągać skóry.

I jak ja zwykle, mądrze przeczytałam etykietę i już wiem "kto" robi te chusteczki. Mianowicie Harper Hygienics co dla mało obeznanych w wolnym tłumaczeniu to po prostu Cleanic.

Jak Wam się podoba mój przedświąteczny prezent? Musiałam być bardzo grzeczna w tym roku:) Jestem bardzo, ale to bardzo ciekawa tych produktów. Przede wszystkim dlatego, że jest to bardzo tania alternatywa dla wszystkich skutecznych raczej średniopółkowców. Fajnie by było, gdyby niska cena nie szła z niską jakością, i tu nadzieja - może to te produkty? Ale poza testowaniem ich właściwości czysto użytecznych to posiadają piękne maleńkie opakowania! Idealne na weekendowy wyjazd, czy krótkie wakacje:) Poza tym, dla takich pierdół jak ja co to psują różne rzeczy - w tym opakowania, takie malutkie i puste się na pewno przydadzą! Ufff... się rozpisałam:)

Dajcie znać, czy wiedzieliście, że Biedronka ma produkty dość znanych i lubianych marek, czy używacie i jakie są Wasze opinie - wypowiadajcie się nie tylko o tych przedstawionych powyżej tylko o wszystkich "biedronkowych" kosmetycznych mniej lub bardziej produktach:)

Buziole:*

SW

poniedziałek, 16 grudnia 2013

e.l.f. i baza pod cienie


Witajcie moi drodzy, dziś proponuję Wam bazę pod cienie do powiek od e.l.f.

Ja mam cerę wyjątkowo skomplikowaną, bo jak się okazało w trakcie stosowania wszelkich mazideł i upiększaczy na twarz, to moja buzia jest tłusta i do tego się przesusza. Na powiekach cera ma skłonność do przetłuszczania się, zatem cienie rolowały mi się zawsze niemiłosiernie. Przerobiłam wiele baz, i sukcesem było utrzymanie się cienia na moich powiekach przez godzinę lub dwie (bez bazy - max pół godziny). Próbowałam takie tradycyjne w słoiczkach, w kamieniu co jak cień zwykły wyglądały i niestety dopóki nie znalazłam tego cudeńka nie malowałam oczu cieniami - stąd rozbudowana kolekcja kredek:) Kreska zawsze musi być :) Teraz nie wyobrażam sobie życia bez tej bazy. 


Jestem szczęśliwą użytkowniczką obecnie dwóch odcieni: pearl - białej i champagne - cielistej, trzecia jeszcze czeka na swoją premierę w odcieniu golden. Zakupiłam ponad rok temu w ciemno na "spróbowanie" w Ladymakeup. To był strzał w 10! 
Od początku - baza jest w opakowaniu przypominającym błyszczyk. Mieści się jej tam całe 5 mL. Aplikator jest w postaci gąbeczki jak w tradycyjnych błyszczykach. Ilość która jest na aplikatorze wystarczy by pokryć całą powiekę ruchomą i nawet wyjechać pod łuk brwiowy. Kosmetyk jest bardzo wydajny. Nie uczula, nie podrażnia. Po nałożeniu na powiekę trzeba trochę odczekać z nałożeniem cieni. Baza tworzy na niej powłoczkę jakby zastygając na powiece.  Jest delikatnie rozświetlająca i o ile champagne nie przebija spod cieni, o tyle pearl ma drobinki świecące się i może ją być widać spod spodu. Na zdjęciach poniżej właśnie pearl i widać delikatnie, że coś w sobie ma ten kolorek. 

Jak wspomniałam mam jeszcze champagne ale już na wykończeniu. Tzn nie. Było to tak, że myślałam, że się już kończy, bo nic nie nabierał mi aplikator - wobec tego, ja zawsze rozcinam i zużywam wszystko do końca - rozcięłam i to i się okazało że połowa kosmetyku tam była wciąż!!! Tylko tak na ściankach jakoś dziwnie, że za romana nie dało się tego wyciągnąć aplikatorem. Ale tak używam, i kleję taśmą niestety - nie mam takiego malutkiego słoiczka w zbiorach pustych opakowań jeszcze*.
 Na koniec jeszcze oba kolorki - po lewej champagne, po prawej pearl. 
Obie świetnie sobie radzą z przedłużeniem trwałości -  u mnie jakieś 8-10h, bez poprawek!, podbijają kolory cieni, albo powiedziałabym inaczej wydobywają głębię koloru. 
 Ocena: 10/10 i zawsze ją znajdziecie w mojej kosmetyczce!
Jakie są Wasze doświadczenia z bazami pod cienie? Ja z czystym sercem polecam tę, wydajność, cena i do tego ten efekt! MEGA!!!
Buziaki :*
SW
* ludzie, zbierajcie puste opakowania, szczególnie małe - idealne na krótkie wypady by odlać część kosmetyku, albo dla takich pierdół życiowych jak ja, które coś odwalają, tłuką, czy psują - jest jak znalazł :)

środa, 11 grudnia 2013

PAESE box na święta:) czyli do najgrzeczniejszych Mikołaj przychodzi wcześniej:)

 Dziś przyszła do mnie paczuszka z PAESE. Elegancko i szczelnie zafoliowana, a w środku.... 
... cud, miód i istny szał!
Oczywiście 5 kosmetyków pełnowymiarowych i 6 samplerów.
I bez zbędnego przedłużania, jedziemy:) Na pierwszy ogień idzie: 
Podkład Matt it up!,brak info o produkcie na stronie, brak info o cenie, kol 20 - niestety dla mnie chyba na lato. Kolejny to:
czyli mineralny podkład matujący. Cena 32,9, mój kolor to beżowy. 
Następny był cień:
to jest kaszmir NEO kolorek letni - 662. Cena 19,9
I róż:
i znowu brak info na stronie, kolor BerryBerry 6, fantastyczny swoją drogą:)
Ostatnia perełka to pomadka w płynie:
manifesto w kolorze fioletowo jagodowym (ludzie, w życiu nie miałam na ustach nic ciemniejszego od czerwieni) nr 911 cena 22,9
I wszystkie razem dla większej podjarki:)
Przechodzimy do minisów:
  czyli puder ryżowy i puder bambusowy po 8ml każdego i już się nie mogę doczekać wypróbowania!
Następnie przechodzimy do:
  czyli 3 mini lakiery - od lewej 143, 113 i 311, po 6 ml każdy - świetna pojemność - można zużyć wszystko i nie zmarnować produktu.
I ostatnie:
czyli mój osobisty absolutny must have - płyn micelarny - jak pewnie wiecie się z nimi nie rozstaję i jestem chyba w sumie najbardziej z niego zadowolona. 
I zdjęcie grupowe :)
Pokażcie co macie, dzielcie się uwagami i spostrzeżeniami! Jestem niezmiernie zadowolona z mojego pudełka - oczywiście z próbą podkładu i cienia zaczekam do lata, natomiast resztę będę testować od jutra.
Pozdrawiam Was serdecznie i całuję :*
SW
Ps: diety tydzień 4, i zmieniłam dziurkę w pasku od spodni a to znaczy około 3 cm mniej :)))!!jest moc, są efekty a ja twardo jem jabłka jak idziemy "na żarcie" ze znajomymi:)